Paris. Interfilier. Salon International de la lingerie.

Bienvenue!
Wczoraj był dzień kolejnego łódzkiego Salonu Bielizny. Ciekawe przedsięwzięcie. Żałuję, że nie mogłam stawić się tam we własnej osobie.Jednak pomimo mojej nieobecności na powyższym wydarzeniu, kolejny Salon Bielizny pośrednio zmotywował mnie do podsumowania wspaniałej lipcowej wizyty w Paryżu na targach Interfilier oraz Salon International de la lingerie et du swimwear.
Wizyty, która kryła w sobie wiele niespodzianek i zwrotów akcji.
Wizyty, która przywróciła mnie gdzieś zagubioną wiarę w ludzi.
Wizyty, która przywróciła mnie wiarę w siebie.
Wspaniały czas.
Paryż to miejsce zdecydowanie magiczne dla mnie. Miejsce w którym studiowałam. Mieszkałam. Wznosiłam się ponad nie na skrzydłach Amora ale i też leczyłam serce przekłute jego strzałą kiedy nieprzerwanie krwawiło. Miejsce, które co najmniej dwa razy w roku odwiedzam.Paryż ma część mnie, a ja Paryża w sobie. Wpisany jest w moje DNA i ziemską egzystencję.
Paryski Salon International de la Lingerie tym razem był zupełnie inny. Jakoś bardziej magiczny. Bardziej Mój. Najbardziej mój z wszystkich wcześniejszych moich.
Bienvenue!

Szczęściem w nieszczęściu okazała się strata aparatu. Ot, taka błahostka. Aparat. Wcale nie nowy. Zaryzykuję stwierdzenie, że nawet bardzo stary 😉 Jednak ten sentyment…
Był ze mną w rożnych zakamarkach świata. Na tylu kontynentach. No i obiektyw ma świetny. Jednak w ogarniającej nas przestrzeni, aparat to rzecz nabyta. Jest i nie ma. Niefortunne było to, że tak po prostu był mnie potrzebny do pracy. A to był pierwszy z trzech Paryskich modowych dni, kiedy on przepadł. Ten dzień opuściłam targi z wiarą, że się znajdzie dnia następnego w policyjnym biurze. Pojawiłam się w nim następnego dnia tuż przed południem. „Przykro mi, od wczoraj mieliśmy wiele zgłoszeń o zaginionych rzeczach, więc na pewno skradziony”. Tyle usłyszałam. No nic. Z miną trochę na kwintę opuściłam komisariat i zapuściłam się z tym co miałam, w to co było wokół mnie.
Było tyle piękna, że nie sposób było to wszystko wchłonąć.
Dla panów z Security byłam zjawiskiem. Press pass i telefon jako profesjonalne narzędzie pracy. 😉
Pod koniec dnia, znalazłam się w pobliżu komisariatu raz jeszcze. Mała iskierka nadziei się we mnie tliła przez cały dzień, że jednak się jeszcze znajdzie. Że osoba, która go z sobą wczoraj wzięła, po prostu imprezowała trochę za mocno, była lekkim śpiochem i przyszła dopiero popołudniu. No i.
Wiara w ludzi wygrała!
Był!
Magia.
Mając cały dzień na przeglądanie, analizowanie rzeczywistości wokół zanim ją sfotografowałam, powstał światowy, bieliźniano-modowy raport o tym co w nas czeka w Zimie 2018 i co czeka nas wiosną 2018.
Analizowanie rynku bieliźnianego przez lat 17, pozwala mieć i dystans, i perspektywę do tego co nowe, co stare, kto czym i kim się inspirował. Pomimo tylu lat, zawsze na horyzoncie pojawi się coś co wzbudzi nutkę zainteresowania. Tym razem był to zdecydowanie dominujący i bardzo rozpasany trend ekspozycji na wszystkie możliwe sposoby, z głównym założeniem odkrywania pleców. Która z Was w pocie czoła pracowała nad nienaganną rzeźbą mięśni brzucha, na kolejne lato powinna już przerzucić się na tył.
Plecy. Plecy. Plecy.
I jeszcze raz Plecy.
Na szczęście jest jeszcze czas 😉 Do lata 2018 kila miesięcy zostało.

 

Z marek bieliźnianych jedna zwróciła moją uwagę. Warto się jaj przyglądać. Wyborna.
Dora Larsen.

W ogromnej mieszance trendów i kierunków jedynym spójnym kierunkiem wydaje się być
I N D Y W I D U A L N O Ś Ć.


Musimy szukać siebie i edukować się aby znaleźć to co przemawia do nas najbardziej.
Zobaczcie sami. Istny Meksyk.

 

Wszystko to w bogactwie kolorów całkiem przyjemnych dla oka.

Zimą 2018 każda ilość złota jest wskazana. Dużo. A nawet BARDZO DUŻO. Najlepiej jak NAJWIĘCEJ.
Złoto. Złoto. Wszędzie Złoto.
Bądź GOLD AF!!

Najważniejsze jednak, aby nie brać niczego zbyt serio i wybornie się przy tym bawić.

By By Paris.
Do zobaczenia w styczniu.

 

 

Leave a Reply

*